„ZIMNO WSZYSTKO UTRUDNIA…”

17 października 2010
„ZIMNO WSZYSTKO UTRUDNIA…”
/ tekst powstał kilka lat temu, jesienią i był drukowany w Magazynie MODA&STYL, jako artykuł wstępny
wydawca: MODA&STYL POLSKA / zasięg ogólnopolski /
„Zimno zawsze wszystko utrudnia, w lecie jest się tak blisko świata, tak ciało obok ciała, ale cóż, {…} jesień to tylko wkładanie i zdejmowanie swetrów, zamykanie się, oddalanie”. / Julio Cortazar / „Proszę nikogo nie winić”/
Jesień to również czas spowolnienia, zamyślenia, spojrzenia do wewnątrz, podsumowanie tego, co się spełniło i tego, co nam uciekło. Jesteśmy trochę zamyśleni, jakby nieobecni. Powoli poddajemy się chłodowi i z pierwszymi kroplami deszczu opuszcza nas słoneczna beztroska. Pozwalamy sobie na nieokreślony niepokój, kaflowe piece zaczynają mruczeć i wyrzucać z siebie iskry, czerwone węgielki i wspomnienia. Liście jeszcze lekko wilgotne, sklejone, pięciopalczaste i wszechobecne. W tym wszystkim my z naszymi lękami i wątpliwościami, niezadowoleni z wczesnej, przedwieczornej ucieczki słońca, zatopieni w niechcianym mroku. Odruchowo szukamy przytulnego ciepła kołnierza, a na zewnątrz…. peleryny z wiatru i chłodu. Ukrywamy się w małych kafejkach, szukamy smaku cytryny i maliny w pachnącej inaczej herbacie. Być może to tylko przyczajenie i tak naprawdę odpowiada nam to wyciszenie, bo niesie w sobie tajemnicę i odsłania nasze tęsknoty. I znów wiersze poetów pełne są świerszczy i woskowych świec, a ballady, bossanowy i gardłowe dźwięki gitary odsyłają nas w inne przestrzenie. Czy dotyczy to wszystkich, czy poszukiwanie w sobie zagubionej wrażliwości dotyczy również tych , od których zależy tak wiele? Tych samych, którzy decydują jak rozwiązywać konflikty. Wielkich, zbyt dumnych, pewnych siebie i żądnych bezwzględnego posłuszeństwa polityków, na których skinienie cierpienie ludzi tego świata pochyla głowę nad dziećmi, które już się do nas nie uśmiechną. Szklany ekran w moim pokoju przyniósł wieczorem obraz z Biesłanu. Pochylone postacie, rozłożone ramiona i palce jak trzepoczące, czarne pióra. Nie słychać dobrze słów i tylko… wyraz bezmiernej pustki w oczach ludzi schylonych nad białymi prześcieradłami… Gdzieś uciekła wrażliwość i troska, która wielkim tego świata może przysporzyć chwały. Odeszła razem z poczuciem odpowiedzialności, rozwagą i zwykłą dobrocią. Szaleńcze stacatto obrazów stępia naszą możliwość odczuwania. Już nie wiemy, czy to może tylko film, który można przerwać pstryknięciem pilota, uciec w bezpieczną niewiedzę, bezpieczną obojętność. Wysoka sztuka, wspaniała nauka, olimpiady pełne rekordów … a tymczasem zupełnie niespodziewanie, jakby z ukrycia wychylają się ku nam demony. Jesień pełna jest złotej i purpurowej magii, wszyscy możemy pozwolić żeby odprawiła nad nami swoje czary, odmieniła sny i marzenia, resztę należy powierzyć czarnej, jesiennej wichurze… autor: Joanna Kinga Wędrychowicz
„ŻYJEMY W CIEKAWYCH CZASACH…”
/ tekst powstał po śmierci Jana Pawła II pod wpływem głębokich emocji tego czasu. Opublikowany w magazynie MODA &STYL, jako esej. /
wydawca: MODA&STYL POLSKA / zasięg ogólnopolski /
Rzadko uświadamiamy sobie, że żyjemy w barwnych czasach, obok wyjątkowych ludzi i nagle, zaskoczeni, stajemy twarzą w twarz z ich wrażliwą, niepowtarzalną twórczością. Właśnie dokonał się symboliczny w swoim wyrazie przełom wieku. Służące powszechnej komunikacji wynalazki, które jeszcze całkiem niedawno były tylko naukową fikcją, rozszerzają nasz świat do wszelkich możliwych i medialnie postrzegalnych granic. Narasta w nas głód, by przełamywać bariery i dokonywać niemożliwego. Walczymy o młodość i sprawność, o wysoki intelekt i poszanowanie indywidualizmu, czasem po prostu o godność człowieka i codzienny chleb. Są pośród nas ludzie szczególni, jedyni w swoim rodzaju, ale i ci całkiem zwyczajni. Rozglądamy się, widzimy ich… ale nie dostrzegamy. Nie dokonują spektakularnych odkryć, czasem tylko toczą swoją małą walkę o autentyczny obraz świata. Jednak widzą więcej, czują pełniej? Choć inni już dawno oślepli i ogłuchli biegnąc w gnanym bezmyślnym rytmem stadzie. I nagle, wśród rwącej powodzi pragnień i niezaspokojonych ambicji zapada głucha cisza. Gaśnie światło świecy na czarnym ekranie. Milkną krzykliwe reklamy, wszechobecni politycy i bohaterowie kolejnych, głośnych afer nagle stają się nieważni. Jednemu człowiekowi udaje się zjednoczyć myśli ludzi na całym świecie. Bez względu na poglądy, wiarę, wiek czy miejsce urodzenia. I dzieje się tak z tymi, którzy się tego spodziewali i z tymi, którym wydawało się, że ich to nie obejdzie. Przez chwilę czas staje w miejscu i nie chce się poruszyć, nie widzi powodu by się poruszyć, trwa i czuje,.. nie oddycha. Niezwykłe, nie dające się określić uczucie. Wstrząsające i docierające aż do trzewi. Wprawiające w drganie dawno zapomniane struny, zrzucające maski i obnażające uczucia. Nie pamiętam bym uczestniczyła kiedykolwiek w podobnej sytuacji, aby komuś udało się tak po prostu, zwyczajnie dotrzeć do ludzkich serc i sumienia poprzez swoje cierpienie i śmierć. Wyjątkowy czas i niezwykły człowiek. Świat zamarł w zadumie nad sensem istnienia i sposobu, w jaki On, świadomy konstruktor, korzysta z otaczającego go bezmiaru możliwości. I choć w mediach znów zaczęły krzyczeć reklamy, a na teatralne sceny świata powróciły liche marionetki, to wciąż będę pamiętać, że byłam świadkiem chwili, kiedy wszystko zatrzymało się bez słowa i trwało…jak zaklęte mocą jednego człowieka.
autor: Joanna Kinga Wędrychowicz
/tekst powstał po śmierci Jana Pawła II . Jakże dziś niespodziewanie aktualny…/
„NASTAŁA ZIMA…”
tekst jest fragmentem ze zbioru opowiadań „OKNA WYOBRAŹNI”
wydawca: INTERAKTIVE
Nastała zima, droga pod lasem dotąd ciemno-brunatna i miękka od nasiąkniętych deszczem liści, stwardniała, pełna wyżłobień i kolein. Przedtem szło się tak miękko, ciapiąc w chlupoczących kałużach, błoto mlaskało i oblepiało buty, przyklejając do nich niezliczone liście, igły, grudki błota i szarego piasku. Niewidoczne w przedwieczornych mgłach i szarudze, otulone płaszczami, spieszne, skulone postacie, rzadko przemykały na tle lasu. Dziewczyna szła skrajem drogi zamyślona i jakby nieobecna. Kołnierz puchatej kurtki skrywał drobną twarz z ciemnymi, zdecydowanymi łukami brwi. Jej smukła postać była tylko miękką kreską na tle wieczornego nieba. Młody wysoki, mężczyzna, który minął ją niedaleko wielkiego dębu, spojrzał przelotnie ledwie rejestrując szczegóły jej twarzy. Myślał o pracy i czekającej go podróży. Każde z nich, jeszcze przed zmrokiem chciało znaleźć się w domu, uciec przed chłodem i ciemnością. Zapadał zmierzch. Pola pokrył pierwszy śnieg, jeszcze niewystarczający by ukryć nierówności i muldy, zbyt ulotny i poddany podmuchom lodowatego wiatru, przemieszczającego biało-bure welony chłodu w geometrii szarej, niewyraźnej i zamazanej przestrzeni wieczoru.
Dom na skraju lasu był zwyczajny. Jego drewniany, szeroki ganek, nieco pochylony był ku przodowi, a dach płynnie zsuwający się ku oknom i kryjący szerokie drewniane drzwi byłby ciemny i smutny, gdyby nie ciemnoczerwony komin i biała smuga dymu snująca się delikatnie po wilgotnej pochyłości dachówek. Mebli i niezbędnych do życia sprzętów było w pokoju niewiele. Szeroki tapczan przykryto włochatym kocem. Mosiężna lampa z łańcuszkiem zamiast wyłącznika, stojąca na rogu drewnianej, malowanej ręcznie komódki, sprawiała wrażenie zmęczonej i sennej. Proste półki nad łóżkiem uginały się od książek, stert papierów i bibelotów. Z daleka ściana sprawiała wrażenie kolorowego tortu pełnego dziwnych bakalii i owoców. Zgodną harmonię brązów, przykurzonej, burej bieli i szarości, naruszały nieliczne kolorowe pasma żółci, i czerwieni. Suszone wrzosy, osty i bazie stłoczone w glinianym dzbanku chętnie rozsypały wokół pokruszone paprochy i pokryły się ciepłym kurzem. Zaostrzone nożem ołówki o miękkich, krecich noskach, zmieszały się z pędzlami i dłutkami, grafionami i kolorowymi kredkami. Zwinięte rulony papieru, pudełka z fotografiami i bruliony, utworzyły barwną mozaikę z kolorowymi słoiczkami i miseczkami pełnymi niezbędnych drobiazgów, z którymi tak trudno się rozstać i których niepodobna posegregować. Całość sprawiała wrażenie nienaruszalnej kompozycji, której każdy element był niesłychanie istotny i niezbędny. Starannie zamieciona, ciemna podłoga z szerokich desek nosiła liczne ślady farb i zarysowań. W kącie za drzwiami oparła się zamaszysta, wytarta jak kita starego lisa miotła gotowa na swój codzienny, powolny rytuał.
Najważniejsze jednak były okna. Niskie i opatrzone szerokimi, drewnianymi parapetami otwarte w przestrzeń, jak ekrany pełne blasku i niepokoju, niezmienne w swoim rytmie światła i cienia. Z fotela ustawionego tuż przy parapecie widać było drogę i cały ogród. Drzewo mieszkało za oknem, na dużej jasnej polanie. Było ogromne, rozłożyste i bardzo stare.
O człowieku, który mieszkał w domu przy drodze mówiono, że jest artystą. Jeszcze niedawno jeździł do miasta swoim starym samochodem. Odkąd jednak chodzenie sprawiało mu zbyt wiele bólu, zakupy z miasta przywozili sąsiedzi. Na kartce spisywał wtedy swoje specjalne zamówienia na książki, farby, gessa, dłutka i inne dziwne, tylko artystom potrzebne rzeczy. Czasami odwiedzali go hałaśliwi studenci. Przywozili wtedy ze sobą rysunki i pomysły, śmiali się i żartowali. Napełniali dom życiem, aż w oczach samotnego człowieka pojawiało się światło.
W piwnicy domu królował wielki piec do wypalania gliny. Jego metalowe drzwiczki otwierały się przyjmując łakomie dzbanki, talerze, figurki i inne dziwne przedmioty, które człowiek powierzał jego gorącemu wnętrzu. Piec wypalał je powoli i starannie, trzeszcząc, mrucząc i sypiąc niezliczonymi iskierkami, które gasły i zamierały na mosiężnej blasze przed jego paszczą. Obok leżały żelazne szczypce, i chwytaki, które bez strachu zagłębiały się i gmerały w jego brzuchu, nie czując leku przed płomieniami i żarem. Kiedy rytuał wypalania się kończył, a jego efekt był zadowalający, piec powoli usypiał. W popielniku długo jeszcze trwała gonitwa iskier, przygasanie i rozjarzanie. Pod warstwą miękkiego popiołu błądziły ostatnie płomyki i blask w piwnicy ustępował miejsca ciemności. Gdyby jednak ktoś zszedł na dół i położył dłoń na metalowym olbrzymie, poczułby, że on wciąż czuwa, gotowy przyjąć to, co powierzy mu wyobraźnia człowieka mieszkającego na górze.
Człowiek na górze mieszkał sam. W domu był jeszcze duży kudłaty wilczur, który wieczorami lubił kłaść się na ganku pod drzwiami i nasłuchiwać. Czasem odpowiadał szczekaniem wiejskim psom, których ujadanie słychać było w okolicznych ogrodach i przy drodze. Fotel przy oknie był ulubionym miejscem artysty. Widział wtedy cały pokój i to, co było za oknem. Na parapecie zwykle leżała mała poduszka, książka, stał też kubek z kawą i słoiczek z kostkami cukru. Obok na stole leżały dłuta, nożyki i pędzle. Wszystko było w zasięgu ręki i nie trzeba było wstawać by odszukać potrzebne narzędzia. Za oknem, zawinięte w folię, leżały duże i małe kulki zmarzniętej teraz gliny.
Dziewczyna lubiła pożyczać książki. Do biblioteki w mieście, było daleko, zresztą z chęcią przynosiła mu zakupy, z przyjemnością sprzątała i układała rzeczy, słuchając przy tym opowieści o wyprawach i ludziach, których kiedyś poznał. Pozwalał jej oglądać albumy z obrazami i zdjęcia z podróży. Każda książka i przedmiot miały swoją historię, prawdziwą i trochę zmyśloną, zawsze jednak ciekawą i inną niż wszystkie, które dotąd poznała. Lubiła, kiedy wyjmował z pieca swoje figurki i naczynia. Ustawiali je na stole, były jeszcze ciepłe i kolorowe, takie niezwykłe i przyjemne w dotyku. Czasami ją rysował, siedziała wtedy poważna i nieruchoma, czekając aż ustanie skrzypienie ołówka.
Rozmawiali o rzeźbie. To miała być jej postać, ledwie tylko okryta materiałem, prawie naga i odsłonięta. Nie czuła w sobie jeszcze tej odwagi i zaufania. Przekonywał ja powoli i cierpliwie, pokazując fotografie i reprodukcje. Opowiadał o pięknych kobietach, muzach i modelkach, świadomych urody swojego ciała, które nie wahały się by pozować znanym artystom. Słuchała nieufna i zaciekawiona i powoli pojawiło się między nimi ciche porozumienie, prawie przyzwolenie. By ją zachęcić mówił o swoich fascynacjach kobietami, o miłości i erotyce. Balansował na granicy jej wrażliwości i milkł, gdy czuł, że zbyt jest otwarty i śmiały. Mijały dni i dziewczyna coraz częściej przychodziła do domu pod dębem.
Znów przyszła wiosna, drogi rozmiękły i trzeba było prowadzić rower poboczem drogi, omijając kałuże i błoto. Drzewo w ogrodzie zaczęło się budzić, w gałęziach słychać było ruch, pogwizdywania i śpiewy, a ramiona starego dębu nie były już tak czarne i smutne. Znikły ostatnie kawałeczki lodu i miękka ziemia pod drzewem znów ożyła i zaczęła pachnieć.
Artysta coraz częściej siadał przy otwartym już oknie i patrzył na drzewo. (….) Gliniane bryłki na parapecie rozmarzały powoli, zrobiły się miękkie, kusiły palce i wyzwalały pragnienia. Czasami zasypiał z głową na poduszce, a słońce delikatnie dotykało jego karku. Widywał wtedy dziwne postacie, a polana pod drzewem pełna była ruchu i rozbieganych cieni.
Dziewczyna podjęła decyzję. Idąc rankiem do jego pracowni zabrała przeczytane już książki, które związane rzemykiem podskakiwały na bagażniku jej roweru. Myślała o pozowaniu, nadeszła wiosna, czuła się młoda i piękna. Miała na sobie jasną sukienkę i króciutką kurteczkę. W domu długo zastanawiała się nim wybrała bieliznę. Nie chciała być wyzywająca, ani zbyt skromna, myślała o tym jak będzie się rozbierać i co będzie czuła stojąc prawie nago na drewnianych deskach pracowni. Odwagi dodawał jej jego wiek i spokojna pewność siebie, z jaką mówił o pracy. Tłumaczył jej kolejne fazy powstawania rzeźby. Najpierw niezbędne będą szkice i rysunki, będą zmieniali pozy i szukali tej jedynej, która najpełniej odda intencje artysty………………./ fragment opowiadania/
autor: Joanna Kinga Wędrychowicz
„GOTHIC”
tekst publicystyczny, który powstał dla jednego z jesiennych magazynów MODA&STYL
wydawca: MODA &STYL POLSKA / zasięg ogólnopolski /
I znów wąż Uruburos wpił zęby we własny ogon. Historia zatacza zaklęty krąg by powrócić do mrocznych klimatów rodem ze średniowiecza. Gothic – styl, a raczej subkultura, która porywa za sobą miliony wielbicieli i wyznawców na całym świecie stała się nie tylko modną ideologią młodego pokolenia ale i doskonałym biznesem. Świat przestał być tajemniczy i coraz mniej jest w nim rzeczy nietykalnych. Złamano bowiem wszelkie tabu i nawet śmierć odarto z szat czyniąc martwe ciało przedmiotem artystycznej wypowiedzi. I tak w poszukiwaniu tajemnicy i misterium powracamy ku korzeniom naszego jestestwa, ku mrocznym meandrom strachu i mistycyzmu. Być może w poszukiwaniu zagubionych ideałów lub jako wyraz przekory i buntu wobec materialnej i nazbyt zwerbalizowanej kultury XXI wieku.
Gotycyzm, panujący od 60. lat XVIII wieku nurt w kulturze europejskiej określany był w literaturze i sztuce jako przedromantyczny nawrót do lekceważonej dotąd estetyki epoki średniowiecza. Nazwa pochodzi oczywiście od stylu w architekturze. Powrócono bowiem do niezwykłego klimatu gotyckich zamków, ich tajemniczości i grozy, atmosfery rycerskości oraz nastrojów cudowności i melancholii. Tyle do powiedzenia ma słownik nieco bezradny wobec wieloaspektowości współczesnego mu przecież zjawiska, które objawia się zarówno w wymiarze ideologii, sztuki, mody czy designu. Prapoczątków gotycyzmu należy upatrywać między innymi w powieści gotyckiej, która będąc niejako w opozycji do Oświecenia wywarła dominujący wpływ na rozwój literatury romantycznej, w tym również horroru. Popularność tego gatunku można nazwać ówczesnym sukcesem wydawniczym, bowiem powieść Horacego Walpole’a pod tytułem The Castle of Otranto z 1764 roku juz wówczas cieszyła się niezwykłym powodzeniem, choć za klasykę gatunku uważa się dopiero Mnicha Matthew Gregory Lewisa, i Italczyka autorstwa Ann Radcliffe. W Polsce jeszcze w XIX wieku Zygmunt Krasiński i Anna Mostowska kontynuują tradycje swoich poprzedników, choć jest to czas, kiedy gatunek ten właściwie znika z literackiej sceny Europy. Ważnym elementem ruchu gotycystycznego było zafascynowanie średniowieczem w środowiskach wolnomularskich końca XVIII i początku XIX wieku. Należy pamiętać, że wydobycie elementów irracjonalnych i emocjonalnych stanowiło przeciwwagę dla zbyt zracjonalizowanej epoki XVIII wieku. Dziś taka reakcja powiela się samoistnie stanowiąc odpowiedź na wszechobecny materializm i pozorne zrozumienie zasad rządzących otaczającym nas światem. Manifestuje się ona w buncie młodego pokolenia przeciw ujmowaniu życia w rygory prawne i polityczne oraz coraz bardziej natrętnej klasyfikacji i segregacji zjawisk lub czynów.
Rapunzel rozpuść włosy
Przemożny wpływ na odrodzenie się gotycyzmu miała sztuka filmowa. Jej oddziaływanie realizowało się bowiem na wielu płaszczyznach odbioru. Nadszedł czas dla klimatycznych obrazów możliwych do zrealizowania tylko na srebrnym ekranie. Wąska i śliska granica oddziela filmy o rodowodzie zakotwiczonym w klasyce gatunku od horroru i filmów grozy. Materiału nie brakowało. Doskonały Frankenstein według Mary Shelley czy chociażby klasyka w wykonaniu Edgara Allana Poego i H. P. Lovercrafta dały kanwę dla wielu realizacji filmowych i teatralnych. Tajemnicze sagi i niesamowite opowieści opanowały umysły i wyobraźnie twórców. Warto wspomnieć chociażby zekranizowane przez Masaki Kobayashi opowiadania Lafcadio Hearna z cyklu „Kwaidan. Japońska stylistyka mimo, iż obca kulturowo tylko podkreśliła aurę niesamowitości i grozy. Tak więc gotyk śmiało porusza się na aksamitnych, czarnych skrzydłach dwudziestowiecznych wynalazków.
Najpierw taśma filmowa , następnie komputery i wszechobecny Internet, mroczna przestrzeń nieokiełznanych cyfrowych bitów. Świat pragnął ekspresji i strachu. Mało mu było „Gabinetu doktora Caligari” czy Nosferathu z jego bladą twarzą i chitynową szatą. Drakula, Klatwa Frankensteina czy Pocałunek wampira dopełniają wampirzej tradycji. I choć, jak podają źródła historyczne, pierwotnie to saraceński wojownik wbił w wojennym szale rycerskiemu Gotowi kły w szyję, tradycja została zachowana. Począwszy od „Gothicu” Kena Russela, zaklęci bergmanowską „Siódmą pieczęcią” drżący jeszcze od hichkokowskiego suspensu wpadliśmy prosto w objęcia Wernera Herzoga i Klausa Kinskiego. Czarna topiel, która pochłonęła Dom Ucherów skutecznie wciągnęła nas w otchłań gotyckich klimatów i ani myśli puścić. Gothic zażądał dzieła kultowego i otrzymał je dzięki „Rocky Horror Picture Show” Jima Sharmana, który zekranizował sztukę R. O’Briena. To właśnie tu zaczyna się historia gotyckiego rocka. Lata 70.przyniosły prawdziwy boom dla odradzającego się w nowej, muzycznej formie gatunku. Starsze pokolenia doskonale pamiętają dwie przełomowe płyty „Paranoid” Black Sabbath, czwarty album Led Zeppelin z utworem „Stairway to heaven”, Alice”a Coopera czy Kiss. Dla żyjącego w peerelowskiej rzeczywistości młodego pokolenia ich koncertowe ekscesy były szczytem ekstrawagancji i posiadały w sobie mroczną tajemnicę nieznanego, nęcącego zakazaną wolnością „ zachodniego świata”. Przerysowane, często zbyt teatralne, krzykliwie groteskowe postacie niosły ze sobą przesłanie pełne protestu – „Nie chcemy być sztampowi, grzeczni, przewidywalni! Nie damy się zaszufladkować!” Teksty piosenek były zagadkowe, mroczne i poetyckie. Szukano symboli i odnaleziono je w gotyckiej tradycji, w skandynawskich mitologiach, fascynacji dawną pogańską północą.
Zrobiło się psychodelicznie i tajemniczo. Gotycki rock zapadł w otchłanie Erebu. Czerń stała się nieodzownym atrybutem gotyckiej subkultury, a jej graficzna przeciwniczka – biel tylko podkreśliła jej demoniczną moc. Jak każdy silnie oddziaływujący kierunek w kulturze, gothic posiada swoje ekstremalne obrzeża. Death metal, speed metal czy black metal doskonale dodają hebanowego odcienia i tak już czarnemu gothicowi. Tym sposobem lata 80.staja się najważniejszą dekadą rocka gotyckiego, niejednokrotnie odwołującego się nawet do inspiracji okultystycznych. Gotyk dotarł do Polski i staje się coraz popularniejszy. I choć Polska posiada już swoje czarne madonny jak Ewa Demarczyk czy współczesna Agnieszka Chylińska to jednak czysty gotycki rock zaoferował nam zupełnie inne doznania. Doskonałym przykładem polskiego zespołu przyznającego się do gotyckiej stylistyki jest Closterkeller, który zaczął od klasycznego rocka aby potem przesunąć ciężar twórczości w kierunku mrocznego gothicu.
Od satanizmu do okultyzmu, zawsze na granicy dopuszczalnych norm, czasem zbyt niebezpiecznie poza nią, zwolennicy nowego nurtu wykorzystujący wszelkie atrybuty stylistyczne gatunku wkroczyli na sceny muzyczne. Kto stał się ich bohaterem i guru? Ozzy Osborne śpiewa o nim w jednej z piosenek. To okultysta Aleister Crowley, dla innych był nim Anton La Vey guru satanistów. Jak płynna jest granica bezpieczeństwa przebiegająca pomiędzy sztuka a fanatyzmem? Czy rozentuzjazmowani i pełni twórczych pomysłów ludzie zauważą cienką granice dzielącą zło i dobro? Te pytania należy postawić nie tylko młodym ludziom ubranym w wiktoriańskie szaty i obwieszonym rytualna biżuterią. Skąd bierze się gloryfikacja zła i cierpienia, niezdrowa fascynacja mrokiem i tkwiącą w nim ponurą siłą. Sabat gotyckich czarownic pragnących wyśpiewać i wytańczyć sobie inny świat. Zło istnieje, promieniuje z tak wielu rzeczy, niematerialne a jednak dotykalne, ukryte w ciemności, w kokonach pajęczych sukien i zimnych srebrnych błyskach. Śpiewa o nim Anja Orthodox solistka Closterkellera i lider Bauhausu Peter Murphy, który występował na scenie w płaszczu Drakuli, a którego muzyka wywodzi się z heavy metalu. Klaustrofobia, samotność, wyobcowanie i szaleństwo.
Jednak bariera pomiędzy upiorną rzeczywistością a groteską częstokroć bywa zupełnie płynna. Tu Hallowen i „Rodzina Adamsów” tam „Omen” , „Obcy ósmy pasażer Nostromo” czy „Katedra” Bagińskiego.
W otchłaniach własnych umysłów i komputerowych zwidów poszukujemy sensu i prawdy. Słynna gra komputerowa Gothica odwołuje się do Tolkienowskich klimatów, które możemy odnaleźć również u naszego rodzimego Sapkowskiego. Świat baśni, upiorów i rycerzy nieodmiennie tkwiący w naszej świadomości nie daje się wyprzeć racjonalnemu myśleniu. Każde pokolenie posiada swoja strefę mroku. Jedna jest bardziej autentyczna i wynika z głębokiej wewnętrznej potrzeby odnalezienia sensów życia i protestu przeciw nijakości, inna jest tylko powieleniem standardów i zgranych już pomysłów. Jak mają się do tego gotyckie lolity rodem z Japonii i inne odmiany komercyjnej pseudo sztuki? Co stanie się z modą na gothic? Czy ze schedy czarnego protest songu pozostaną wartości, które posłużą lepszemu rozumieniu świata, zdemaskują jego obłudę i konformizm – bezkrytyczne, nadmierne podporządkowanie się wartościom, poglądom i zasadom. Czy nasze dojrzewające dzieci będą umiały dokonać wyboru pomiędzy światłem a cieniem? Określone subkultury nie biorą się znikąd. Są wypadkową przekazanych przez nas wartości, które niebezpiecznie oscylują na granicy dobra i zła. Sami zagubieni w wielości niejednokrotnie nie możemy odnaleźć drogi i dopiero zaskoczeni światłem wpadającym przez okna katedry rozumiemy, że jesteśmy jej częścią, jeszcze jedną kolumną w misternej budowli świata.
autor: Joanna Kinga Wędrychowicz
„NARODOWY STRÓJ OD ARKADIUSA”
-
zdjęcia Kobieta.wp.pl -
zdjęcia Kobieta.wp.pl -
zdjęcia Kobieta.wp.pl -
zdjęcia Kobieta.wp.pl
Wywiad opublikowany w magazynie MODA&STYL w 2005 roku
wydawca: MODA&STYL POLSKA / zasięg ogólnopolski /
Pomysły i wizje powstają w różny sposób, czasem wystarczy zapach, czasem dźwięk, kiedy indziej zauważona kątem oka relacja telewizyjna z wstrząsanego wojną zakątka ziemi. W jaki sposób dzieje się to u Ciebie?
Właściwie w sposób bardzo podobny ponieważ żyjemy w świecie pełnym niespodzianek, zaskakujących wydarzeń, które nie zawsze są dla nas radosne czy pozytywne, a jednak inspirują nas i poruszają do głębi. Obserwuję otaczający mnie świat i staram się wyłapywać to, co najistotniejsze. Reaguję zarówno na to, co dobre, jak również na to, co mi przeszkadza. Stąd pochodzą moje pomysły. Często poruszam tematy bardzo niewygodne, tabu, których wielu ludzi nie chce nawet dotknąć. Być może właśnie dlatego tyle osób jest zainteresowanych moją twórczością. Momentami moje działania są nawet swoistym manifestem… Wiele wydarzeń i sytuacji społecznych, politycznych czy religijnych, które mają miejsce w dzisiejszym świecie, bardzo mnie irytuje. Moja twórczość jest więc bezpośrednią wypowiedzią i reakcją na te wydarzenia.
Czyżbyś chciał burzyć modne stereotypy myślenia i protestować przeciwko pozornemu uładzaniu świata?
Właśnie tak. Staram się powiedzieć, co myślę i czuję. Pragnę by ludzie nie poddawali się do końca wszystkiemu, co słysza˛ i widzą, żeby sobie zadali pytanie czy ich serce dyktuje im taki właśnie osąd rzeczywistości. Zachęcam, żeby nie kierowali się bezmyślnie tym, co mówią media, bo bywa to często zgubne. Niektóre partie polityczne i organizacje działają w bardzo określonych celach, a my powinniśmy zawsze zadawać sobie to jedno podstawowe pytanie – czy aby na pewno jest to dobre dla nas i otaczającego nas świata?
Niektórzy uważają, że artyści jako pierwsi powinni dodawać komentarz do otaczających ich wydarzeń? Czy w Twoim wypadku jest to wewnętrzna potrzeba, czy tylko obowiązek jako znanego artysty?
Na pewno jest to moja wewnętrzna potrzeba, ponieważ nie chcę stać obojętnie wobec otaczającej mnie rzeczywistości. Nadmiernie często ludzie stają się bezsilni wobec codziennych problemów. Uważam, że rola artysty, nawet kreatora mody, polega na tym, aby poruszać niewygodne tematy. Wielu ludzi to inspiruje, dodaje im siły i odwagi do życia. Mogą wtedy wierzyć w swoje ideały i być im wierni. Jest to dla mnie bardzo, bardzo ważne.
Czyli jest to pewien rodzaj misji, która kontynuujesz jako człowiek sztuki?
Na pewno tak się czuję. Chcę to robić i jednocześnie jest to moja misja, bo jestem osobą publiczną i mam możliwość oddziaływania na wielu ludzi. Chcę to wykorzystać, podobnie jak robiło to przede mna˛ wielu muzyków, malarzy czy pisarzy. Ludzi myślących podobnie, jak ja jest wielu, ale nie dostają tej szansy. Zresztą, gdy przyjrzymy się historii sztuki, to łatwo można zauważyć, że artyści nie stronią od trudnych społecznie tematów i właśnie w tym, wielokrotnie upatrujemy sens ich twórczości.
Jeśli tak na to spojrzymy, to spada na Ciebie wielka odpowiedzialność za przyjętą publicznie postawę?
Zdecydowanie tak. To, co się powie i zrobi, jest oceniane przez wielu ludzi, w tym również przez opozycję. Jeżeli coś im się nie spodoba, łatwo można stać się celem ataków silnych grup nacisku.
Widzę jednak, że lubisz być atakowany i jest to świadoma forma, działania (śmiech). Projektujesz rzeczy, które może również nosić ulica. Na co zwracasz uwagę projektując dla konkretnej osoby i czy czasem udaje się wpłynąć na jej osobowość I zachowanie poprzez konkretny strój?
Na pewno tak, osoby dla których projektuję, to ludzie z najprzeróżniejszych kręgów, od pisarzy, po artystów, dziennikarzy, gwiazdy muzyki, a nawet polityków. Nie ma określonej grupy. Staram się podchodzić do ludzi bardzo indywidualnie. Ostatnio szyłem suknię na bankiet w pałacu Buckingham dla naszej prezydentowej – Jolanty Kwaśniewskiej. Była to specjalna okazja, która wymagała pewnej powagi, pewnego statusu, odniesienia się do symboli, a nawet do tradycji, która nie może być zbyt przekroczona. Uszyłem suknię, która odzwierciedlała pozycję naszego kraju i polskie tradycje. Pałac Buckingham to miejsce wyjątkowe, obowiązuje tam pewna etykieta. Jednocześnie chciałem, aby pani prezydentowa dobrze wyglądała, a przede wszystkim czuła się sobą i po długich dyskusjach chyba mi się to udało.
Wymaga to od Ciebie dużej wiedzy, jeśli chodzi na przykład o protokół dyplomatyczny?
Owszem, musiałem dowiedzieć się wiele na ten temat. Nie wiedziałem, które kolory są dozwolone? Jak się w trakcie okazało, moja pierwsza propozycja, sukni w kolorze czarnym, absolutnie nie wchodziła w rachubę i musiałem wszystko zmieniać. Projektowałem też niedawno dla Christiny Aquilery kreację na Music Award relacjonowane przez MTV. Była to zupełnie inna okazja, inna osoba, inny image. Wybrała sukienkę z kolekcji z małymi elementami będącymi jakby manifestem politycznym tego, co się dzieje na świecie, a konkretnie dotyczyło to problemu konfliktu na Bliskim Wschodzie. Christina, jako amerykańska artystka, założyła strój z elementami chusty, tzw. arafatki, która jest poniekąd symbolem bliskiego wschodu. Strojem wyraziła swoją postawę i ta niema wypowiedź dotarła do milionów ludzi. Kiedy odbierała swoją nagrodę, była filmowana przez telewizję na całym świecie. Był w tym niezaprzeczalnie, silny przekaz.
Oprócz pokazów miałam przyjemność oglądając Twoje kolekcje w przepięknych albumach, które otrzymałam. Z ciekawością obserwuję, że wielokrotnie balansujesz na granicy pomiędzy kostiumem teatralnym, a aranżacją przestrzeni stwarzaną poprzez ten kostium. To prosta droga do tworzenia scenografii. Czy jest to Twoja dodatkowa fascynacja, bogatszy w środki wyrazu etap twórczy?
Na pewno. Chodzi tu o cały aspekt teatralności, przedstawienia. Tak naprawdę, dla mnie sam pokaz jest dużo ważniejszy niż ten pojedynczy produkt, czy to jest żakiet, czy spodnie. Są one elementami przedstawienia, a modelki są dla mnie aktorkami, które pokazują pewne sytuacje, w tym wypadku temat prezentowany na wybiegu. Fascynuje mnie aspekt tej teatralności. Obserwuję jak można grać pomiędzy tworem, a odbiorcą, czyli w tym wypadku widzem, który ogląda dany spektakl. Coraz bardziej zagłębiam się w to, co zrobiłem do tej pory i bardziej czuję się artystą niż projektantem.
Czy można powiedzieć, że w określony kostium ubrana jest cała przestrzeń, którą aranżujesz…?
Dokładnie tak. Jest to kostium, który ma na sobie kilka osób, nawet grupa osób i współgra to z całym otoczeniem. Składa się na to wiele elementów: makijaż, odpowiednio dobrana muzyka. Wszystko to dodaje jakby specjalnego smaku całości. Ma to znaczący wpływ na moją ostateczną, często mocną wypowiedź.
Jesteś postrzegany jako osoba, która lubi bunt, wystarczy wspomnieć tytuł jednej z Twoich kolekcji – „Anarchy”? Czy uważasz, że ci, którzy szokują serwując nam intelektualne i artystyczne wstrząsy, powodują jednocześnie, że zaczynamy się zastanawiać dokąd zmierza świat, w którym żyjemy?
Zdecydowanie uważam, że taka jest rola ludzi podobnych do mnie. Nieważne czy jest to związane z modą, fotografią, teatrem czy operą. Artyści są po to, aby otwierać nasze umysły, abyśmy dostrzegali otaczający świat i poruszali się do przodu. Artysta często, w pewnym sensie, kroi rzeczywistość ostrym nożem i pokazuje co jest wewnątrz. Zdarza się, że nie jest to zrozumiałe dla wszystkich – doceniany bywa zwykle później.
Tworzysz z tkaniny, folii, skóry, a nawet słomy wyczarowując z nich swoje kreacje? Pewien mistrz Zen powiedział, że „wiara w nać suszonej pietruszki ma moc czynienia cudów”. Gdzie znajduje się wobec tego granica użytych przez twórcę środków wyrazu?
Myślę, że granic tak naprawdę nie powinno być. Oczywiście są pewne rzeczy, niektóre aspekty, które poruszane przez ludzi stają się wręcz niebezpieczne. Znany brytyjski artysta, Damian Hirst ,pociął? rekina i ułożył go w akwarium. To było drastyczne działanie, jednak dzięki temu zaistniał na świecie, jako wybitny artysta, który miał do przekazania określone treści. W dzisiejszych czasach, rzadko kiedy artysta siedzi i maluje sobie piękne obrazy. Artysta, to ktoś, kto wyłapuje z rzeczywistości najbardziej nieoczekiwane, zaskakujące elementy i przetwarza je w swojej wyobraźni na ponadczasowe dzieła sztuki.
Wiem że wybierałeś na Daleki Wschód. Czy ta podróż już się odbyła? Czy była to tylko chęć odpoczynku, czy może poszukiwanie inspiracji w świecie dalekim od materializmu?
Tak, niedawno wróciłem. Potrzebowałem przede wszystkim odpoczynku. Oczywiście moje poszukiwania, czas spędzony na przemyśleniach, są inspiracją do tego, co powinienem robić, co mnie otacza. Przebywając w każdym, nowym miejscu na świecie wyłapuję inne elementy. Londyn, w którym mieszkam i pracuję jest miejscem niesamowicie inspirującym i dlatego uwielbiam tutaj tworzyć. Jednak podróżując po świecie dostrzegam innych ludzi, ich zwyczaje, kulturę i cały tak zwany progres. Daleki Wschód to miejsce kultury duchowej i może właśnie dlatego doskonałe na odpoczynek. Mnie się to udało doskonale.
Wraz z wejściem do Unii Europejskiej zapanowała moda na to, co narodowe i folklorystyczne, a Ty lubisz prowokować. Gdybyś miał zaprojektować strój narodowy, który obrazowałaby dzisiejszą rzeczywistość Polski i cechy współczesnych Polaków, to jak wyglądałaby taka kreacja?
Niestety smutno, byłaby zrobiona z amerykańskich dolarów… Polska stała się dla mnie następnym stanem Stanów Zjednoczonych i zatraca własną indywidualność. Ludzie w tym przejściowym okresie są obsesyjnie nastawieni na zarabianie pieniedzy. W pewnym sensie zanika kultura, która powinna się rozwijać. Jej rola jest lekceważona i często niedoceniana, gdyż ludzie walczą o przetrwanie w brutalnym, kapitalistycznym świecie. Polski strój narodowy mojego autorstwa byłby zrobiony prawdopodobnie cały z amerykańskich dolarów, w kolorze biało-czerwonym i odbarwionym.
Może ludźmi kieruje strach, że nie dadzą sobie rady, nie zdążą, nie wytrzymają presji i szybkości następujących po sobie zmian?
Być może tak. To byłaby moja spontaniczna odpowiedź, musiałbym się nad tym głębiej zastanowić. Co najbardziej dostrzegam takie tendencje i jest to dla mnie widoczne zwłaszcza po ostatnim pobycie w Polsce.
Nie brzmi to optymistycznie… Może wiec zapytam, jakie są Twoje najbliższe plany zawodowe?
Myślę już oczywiście i pracuję nad nową kolekcją, wiosna-lato 2005. Będę prezentował ją tutaj w czasie London Fashion Week, we wrześniu. Będzie to moja dziesiąta kolekcja. Naprawdę bardzo ważna jest dla mnie chęć konfrontacji z tym, co robiłem do tej pory, przez ostatnie pięć lat od czasu ukończenia studiów. Jest to podsumowanie mojej twórczości ale w sposób powiedziałbym bardziej dojrzały, podobnie jak pełniejsze są w tym momencie moje doświadczenia.
Czy Twoja osobista “kreacja”, styl ubierania sie˛odzwierciedlają kolejne etapy w życiu? W jakim momencie, jako twórca, znalazłeś się teraz?
Mój strój zawsze odzwierciedla to, jaki jestem i jak czuję się w danym momencie. Moim stylem jest teraz odzież casualowa. Zresztą na świecie zapanowała teraz moda, by wyglądać codziennie, sportowo i luźno…Często jeżdżę do ciepłych krajów, a tam rzeczy ciężkie i bogate są jakby nie na miejscu. Tak więc preferuje w tym momencie raczej coś lekkiego. Miałem w swoim życiu takie okresy, że kochałem kolor i chciałem się ubierać bardzo barwnie i strojnie. Dużo zależy od momentu i miejsca, w jakim człowiek się znajduje.
Czy uważasz, że praca i życie kreatora, projektanta mody jest łatwe, a może przypomina nieco jednodniowy sukces motyla? Czy trudno jest się przebić na rynku, utrzymywać dobre publicity?
W Polsce projektantowi jest ciężko, przemiany jeszcze trwają. Kryzys, który nastąpił po jedenastym września, wpłynął na politykę, sprawy społeczne i gospodarkę całego świata. Ponieważ Polska nie jest jeszcze krajem o mocnej strukturze ekonomicznej, więc bardzo to ją dotknęło, a Polacy odczuli to jeśli chodzi o pracę, zarobki, o wszystko. Nie jest to czas odpowiedni na ekstrawagancję i drogie rzeczy. Wiadomo, że twórczość projektantów musi być w cenie dlatego, że nie są to rzeczy masowe. Polacy wciąż jeszcze są tradycjonalistami przywiązanymi do uniformizacji. Dlatego tak popularne jest u nas wchodzenie na rynek takich sieci jak; Reserved czy Benneton, które mają rzeczy, a właściwie ciuchy dla każdego. Są one naprawdę niedrogie w porównaniu z tym, co robią projektanci. Mam nadzieje, że to się zmieni ale teraz podziwiam tych, którzy mimo wszystko utrzymują się na polskim rynku.
Kiedy zobaczymy Arkadiusa w Polsce?
Na razie zapraszam Cię na mój pokaz do Londynu. Dziękuję za rozmowę i mam nadzieje, że spotkamy się na pokazie.
Na luzie i w prawdziwie londyńskiej atmosferze, z wybitnym polskim projektantem rozmawiała Joanna KInga Wędrychowicz ps… Otrzymałam również prywatny list od projektanta z podziękowaniem za wywiad.
„WALKA I DYPLOMACJA”
wywiad z Anną Darską Ambasadorem i dyrektorem United Nations Development Program /UNDP POLSKA w Warszawie/. W rozmowie bierze również udział asystentka programu Beata Balińska
udzielony na potrzeby magazynu MODA&STYL
wydawca: MODA&STYL POLSKA / zasięg ogólnopolski /
„Zapewne chce kobieta żyć własnym życiem i mężczyzna swym własnym. I każde z nich próbuje drugiego pociągnąć w odwrotnym kierunku.”
/ George Bernard Shaw /
Jaką problematyką zajmuje się UNDP w Polsce?
Anna Darska Ambasador UNDP w Polsce:
Pierwszy, choć nie najważniejszy problem, dotyczy naszego udziału w absorbowaniu środków funduszy strukturalnych głównie na obszarach wschodnich, czyli ścianie wschodniej Unii Europejskie, ponieważ są to najbiedniejsze regiony Polski. Staramy się wspierać wszystkie inicjatywy, które czerpią z europejskiego funduszu społecznego. Pomagamy również w innych miejscach, gdzie problemy społeczno-ekonomiczne czy problemy z pracą są szczególnie trudne – mamy takie miejsca na przykład na południu Polski i w województwie mazowieckim. Staramy się, żeby rozwój był bardziej zrównoważony w stosunku do całego kraju. Przeważnie w takich miejscach organizacje samorządowe są zbyt słabe lub posiadają zbyt mało środków, żeby inwestować w działania, które pozwolą przygotować dobry projekt finansowania z tych właśnie funduszy. Wymaga to sporego nakładu pracy, pewnego know how i przeważnie też połączenia wysiłków różnych ludzi, co niekoniecznie leży w kulturze tych regionów. Czasami powstają tam naprawdę ciekawe projekty. Zasadnym jest międzysektorowe łączenie środków na rzecz rozwoju różnych obszarów, a szczególnie miast. Do wyjątkowo interesujących należy inicjatywa w Płocku, która rozwinęła się ze wsparciem Orlenu i Levi Strausa /na początku/. Przedsiębiorczość mieszkańców często pozwala wdrażać projekty, których absolutnie nie sposób się spodziewać w takich miejscu.
Wiem, że niektóre programy UNDP dotyczą również działań na rzecz środowiska naturalnego?
W Polsce naszym celem jest z jednej strony zachowanie różnorodności naturalnej przyrody i ekosystemu, a także rozwijanie i powracanie do tych gatunków zwierząt i roślin, które zanikają, np. bocianów, żółwi czy tak pięknych kwiatów polskich jak malwy. Powstało wiele małych projektów, na które przeznaczono wprawdzie nieduże, lecz liczne granty. Nieco inne przeznaczenie posiadają tzw. duże granty, które wspierają projekty istotne dla środowiska naturalnego całej ziemi. Dotyczą one na przykład powietrza, którym oddychamy czy stopniowego ocieplania się naszej planety. Powstał między innymi bardzo interesujący projekt, który pozwala wykorzystywać biomasę do ogrzewania. W przeciwieństwie do zasobów ropy naftowej jest ona odnawialna i jest to sensowne, długoterminowe działanie. Inny projekt dotyczy budowania silników elektrycznych, które dzięki nowatorskiej konstrukcji zużywają niewspółmiernie mniejsze (o ponad 30 procent) ilości energii. Powoduje to zmniejszenie emisji spalin do atmosfery spalin do atmosfery. Taki działania są silnie motywujące ponieważ wszyscy z pewnością chcielibyśmy zostawić czystszy świat dla naszych dzieci. Chciałabym podkreślic fakt, że przez ostatnie dziesięć lat byliśmy beneficjentem i nie tylko korzystaliśmy z różnego rodzaju pomocy (była to, bardzo krótko, pomoc humanitarna w pewnym wymiarze, ale głównie dotyczyło to pomocy technicznej). Bogatsze kraje zapewniły nam pomocy techniczną, ekspertów, dzięki czemu mogliśmy iść na skróty i nie było potrzeby uczyć się wszystkiego, czego te kraje uczyły się przez ponad 50 lat. Dzisiaj tą wiedzę możemy i powinniśmy wykorzystać właśnie w podobnych projektach..
Jakie instrumenty pomocy stosuje się w poszczególnych programach UNDP?
Nie zajmujemy się wszystkimi projektami. Interesuje nas aspekt regionalny, nakierowany na rozwiązywanie problemów ubóstwa, więc musi to mieć przełożenie na region, miasto, w którym są szczególne problemy – a z drugiej strony projekt musi być absolutnie innowacyjny i nie powielać starych doświadczeń, które już można by opisać i przedstawić jako projekt bez nas. Ostatnio stworzyliśmy pierwszy w Polsce klaster informatyczny różnych gmin na Małopolsce. Gminy będą działały w sieci informatycznej, co pozwoli oczywiście na lepszy dostęp do informacji dotyczącej rynku pracy i tak dalej. Wiele z projektów, które wspomagamy skupia samorządy i organizacje, które nie są w stanie same dać sobie rady. Potrzebują coś zrobić razem, a nigdy przedtem razem nie współpracowały. Oczywiście w Polsce, pieniądze na fundusze strukturalne pochodzą głównie z Unii Europejskiej, ale można znaleźć również pieniądze prywatne ze źródeł międzynarodowych (holenderskich, norweskich i tak dalej). Powierza się je nam, bo wiadomo, że będą zarządzane poprawnie, transparentnie, i że osiągniemy odpowiednie wyniki.
Wspieracie również działania dotyczące wielokulturowości…
Naszą rolą jest wspieranie w Polsce przemianom kulturowych, myślowych. Nie powinniśmy już zachowywać się jak biedny kraj, który wyciąga rękę i czeka na pomoc i ma tę denerwującą postawę roszczeniową w stosunku do całego świata. Nie jesteśmy już tacy biedni i powinniśmy w większym stopniu liczyć na samych siebie. Najwięcej uzyskaliśmy dotychczas dzięki własnej inicjatywie, a więc naszą powinnością jest dzielenie się teraz tym, co mamy. Należymy do bogatszej części świata, a to zobowiązuje nas w wymiarze etycznym. Powinniśmy patrzeć perspektywicznie i myśleć o tym żeby włączać biedniejsze kraje w obszar dobrobytu. Mamy doskonałe, wręcz unikalne doświadczenie w procesach transformacji. Polska jest dużym krajem i powinniśmy przekazywać takie doświadczenia dalej. Na pewno możemy się nimi podzielić z Ukrainą, która jest nam bardzo bliska kulturow. Jeśli chodzi o współpracę, kierunek wschodni powinien być dla nas priorytetowy,. Powinniśmy pomagać sąsiadom podczas klęsk żywiołowych czy katastrof, zachowywać się solidarnie i z gestem, dzielić się doświadczeniami życia codziennego, zawodowego. Należy dać wędkę, nie rybę. Jestem przekonana o słuszności tych zasad i kierunków działania. One mnie motywują, bardzo osobiście. Są oczywiście jeszcze inne działania, które też są bardzo ważne, o których jednak mogę powiedzieć znacznie mniej gdyż wymagają działań o charakterze specjalistycznym; jak na przykład walka z HIV czy równy statut kobiet i mężczyzn.
No, właśnie, coraz częściej mówi się o wyrównywaniu szans zawodowych mężczyzn i kobiet? Jednak według uzyskiwanie praw wiąże się również z obowiązkami.
Przez całe moje dzieciństwo i później do lat osiemdziesiątych mieszkałam w Meksyku, który znany jest na świecie ze swoistego kultu „macho”. Powszechnie uważa się, że status kobiet jest w Meksyku szczególnie niski. Kiedy przyjechałam do Polski okazało się, że może być o wiele gorzej. Meksykanie są „macho” ale przynajmniej się tego wstydzą. Natomiast Polacy są nawet z tego dumni i to jest straszne.
Na czym polega wspieranie przez UNDP kobiet w wyrównywaniu szans zawodowych?
Beata Balińska (UNDP) – asystent programu – W Polsce stosunek mężczyzn do kobiet jest wyjątkowo niedobry. Powołano wprawdzie pełnomocnika rządu d/s równego statusu kobiet i mężczyzn, jednak polskim problemem jest brak konsekwencji i stałości w prowadzeniu polityki w tym zakresie. Nigdy nie udało się doprowadzić do stanu, w którym równy status stał się prawem. Obecnie przygotowywana jest ustawa dotycząca równego statusu kobiet i mężczyzn. Prace nad nią trwały już 10 lat temu i to właśnie na podstawie naszych działań Litwa już ma ustawę i ma pełnomocnika, który jest stałą postacią w rządzie i nie jest powoływany dla potrzeb kolejnej kadencji danego rządu. To własnie przez ta kadencyjnośc polski pełnomocnik nie doczekał się jeszcze, stałego stanowiska. Tytuł zmienia się w zależności od rządu raz to jest pełnomocnik do spraw rodziny, raz od spraw kobiet. Brak ciągłości polityki, co upośledza sam problem w bardzo szerokim zakresie. Kiedy pada problem przemocy w rodzinie często pojawia się stwierdzenie, że mnie to nie dotyczy. Błednie wydaje się nam, że jest to problem marginalny. A równy status to przecież równy podział praw, obowiązków oraz równych benefitów. Mamy bardzo dobry projekt, który utworzy w Polsce wskaźnik wymuszający automatycznie równy status. Jest on już znany w innych krajach i składa się z dziesięciu różnych elementów. Będzie on oceniał równy status kobiet i mężczyzn w różnych instytucjach. Pomaga nam AGH, rozmawialiśmy ostatnio na ten temat podczas konferencji. Myślę, że zaczniemy od biznesu, zaprosimy go do współpracy i może wtedy wypłyną z tego jakieś korzyści.
A.D.: –To co zniewala kobiety to biologia, która sytuuje je jako partnera , którego można wykorzystać i zniewolić. Myślę tu o środkach antykoncepcyjnych, które są niedostępne i aborcji, która jest zakazana. I żebyśmy nie wiem ilu pełnomocników powołali to taka sytuacja absolutnie determinuje życie kobiety w okresie rozrodczym. Mają na to wpływ wskazania religijne i opinia środowiska. To bardzo złożony problem.
B.B.: – Projekt równych praw zawiera w sobie część składającą się z wielu działań, dróg które trzeba przejść aby doszło do wzrostu świadomości na ten temat. Nie wystarczy robić seminaria, trzeba o tym pisać i bardzo dokładnie to wytłumaczyć. Po konferencjach naukowych powstały książki i programy, które trzeba przeczytać i zastanowić się jak je wdrożyć. Istotną była międzynarodowa konferencja zorganizowana przez ONZ w 1994 roku, w Kairze na temat populacji ludności i jej rozwoju. Po konferencji powstał dokument zwany „Platformą działania”, dotyczący całego zakresu życia ludności i jej rozwoju, w tym na przykład walki z biedą, zdrowia reprodukcyjnego, edukacji seksualnej, profilaktyka leczenia bezpłodności, informacji dotyczącej antykoncepcji czy standardów położnictwa. Niezwykle ważne jest wprowadzenie systemu profilaktyki HIV-AIDS, gdzie każda kobieta ciężarna powinna robić 2 razy w ciąży test na HIV. Istnieją już lekarstwa, dzięki którym można uratować dziecko – gdy matka jest zakażona. Takie badania powinny być w Polsce obligatoryjne. Należy i warto uświadomić społeczeństwu, że to jest choroba, która nie znikła, mimo iż procent chorych nie jest wygórowany. to nie znaczy że jesteśmy zagrożenie i że to się nie może zmienić. Fakt, że na wschodzie ilość zakażonych wzrasta powinien skłonić nas do wdrożenia programów, które nas będą chronić.
M&S.:- A problem aborcji?
B.B.:- ONZ nie zajmuje się aborcją, dany kraj musi sam, w ramach prac rządu rozwiązać ten problem. Jeśli chodzi o zdrowie reprodukcyjne to dotyczy ono jeszcze: profilaktyki raka piersi, szyjki macicy, chorób przenoszonych drogą płciową.
Program chroni kobietę, a w jakim stopniu dotyczy dziecka?
B.B.:- To już zakres działania UNICEF-u, choć jeśli kobieta dba o siebie to jednocześnie dba i o dziecko. Dlatego tak ważna jest profilaktyka zdrowia kobiety! Czy wie Pani, że w Polsce mamy najniższą przeżywalność trzyletnią raka szyjki macicy!!! Profilaktyka i programy z nią związane wyrównują nasze szanse na zdrowe życie i macierzyństwo. Dotyczy to badań prenatalnych, raka piersi, perinatologii.
Czy istnieje program pomocowy dla samotnych matek?
A.D.:- Te kwestie powinny być rozwiązywane na poziomie lokalnym. Są one w gestii instytucji pomocowych, trzeba chcieć je rozwiązać, ale to nie do końca jest rola ONZ. ONZ może wdrożyć pewne strategie, powiedzieć jak to powinno być realizowane, pomóc napisać program. Na przykład Kanada wdrożyła program pracy domowej kobiet. Czas pracy kobiet został przeliczony na produkt krajowy brutto.
M&S.:- Ile programów ONZ wdraża rocznie i jak wygląda procedura takiego działania? Czy to zależy od potrzeb?
A.D. Każdy następny program dla Polski, zależy od potrzeb artykułowanych przez rząd. Posiadamy odpowiednie resorty – ja na przykład zajmuję się zdrowiem, więc moim partnerem jest ministerstwo zdrowia. Pracuję dla funduszu ludnościowego narodów zjednoczonych, którego partnerem głównym w Polsce jest Rządowa Rada Ludnościowa i realizuję jej projekty. Jednak Rząd kontroluje finanse bez względu na to, czy są rządowe czy ONZ- towskie. Bardzo pilnujemy audytu, który odbywa się raz na rok i jest dokonywany przez rząd. Wszystkie projekty są monitorowane właśnie w taki sposób, co gwarantuje poprawność ich przebiegu i realizacji. Mamy wręcz niesamowite instrumenty do kontroli projektu. Prawdę mówiąc nigdzie nie widziałam takich instrumentów. Doskonale potrafimy zarządzać programami, napisać je, zrobić budżet, wdrożyć i doprowadzić do końca. Oczywiście jest jeszcze mnóstwo innych dziedzin, w których realizuje się UNDP ale chyba niemożliwością byłoby przedstawić je podczas jednej rozmowy.
Mam więc nadzieję, że będziemy mogły kontynuować tę tematykę na forum panelu „Europa, Europa” w dalszych numerach MŁODA&STYL? Otrzymałam ostatnio od Państwa informację, że w dniach 8-24 października b.r. rusza w Polsce kampania społeczna ONZ pt. „Milenijne Cele Rozwoju:czas pomóc innym”.
A.D. Kampania organizowana jest przez Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju, czyli właśnie UNDP w Polsce oraz Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP. Kampania ta porusza niezwykle istotny społecznie temat, mianowicie ma za zadanie zainicjować w Polsce publiczną debatę na temat roli i odpowiedzialności Polski, jako dawcy pomocy rozwojowej.
Dziękuję za wyczerpujące informacje. Nasz magazyn z przyjemnością włączy się w Państwa działania.
A.D.:- Dziękujemy i liczymy na współpracę.
Rozmawiała Joanna Wędrychowicz
DRUGI WYWIAD/ 2/
Współczesna kobieta często walczy z mężczyzną o władzę, pozycję w pracy i w rodzinie? Skąd bierze się potrzeba takiej walki?
| W gospodarce rynkowej mamy do czynienia z konkurencją. Konkurują ze sobą przedsiębiorstwa w walce o klienta, konkurują ludzie w walce o miejsca pracy i stanowiska decyzyjne. W tym tylko sensie możemy mówić o walce kobiet z mężczyznami, jeśli dotyczy ona konkurencji w dostępie do różnych dóbr. Natomiast nie dostrzegam walki płci w takim rozumieniu, że kobiety chcą zniszczyć mężczyzn i zająć ich miejsce. Kobiety uważają, że na tym świecie mają one takie same prawa jak mężczyźni i domagają się respektowania tego oraz nie utrudnianie im korzystania z praw należnych im tak samo jak mężczyznom, a zapisanych już w przyjętej przez ONZ w 1948 roku Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka.
Jakie wymierne korzyści daje współpraca międzynarodowa pomiędzy organizacjami kobiecymi? Jakie są najważniejsze osiągnięcia Polski na tym polu?
| Przede wszystkim wymiana informacji i wiedzy o tym, jak jest w innych krajach, z jakimi problemami spotykają się kobiety w innych kulturach. I okazuje się, że sytuacja kobiet na świecie jest zróżnicowana, a to wskazuje na kulturowe uwarunkowania różnego traktowania kobiet i mężczyzn, gorszej pozycji kobiet w społeczeństwie. To nie biologia, a kultura wyznacza pozycję kobiet w społeczeństwie, w rodzinie, na rynku pracy, w polityce i w zarządzaniu. Współpraca międzynarodowa to także czerpanie z dorobku i doświadczeń w rozwiązywaniu konkretnych problemów kobiet. Rozwój społeczeństwa obywatelskiego i ruchu pozarządowego to jeden z filarów demokracji.
Czy kobiety czują się niepewnie na stanowiskach kierowniczych?
| Z powodów kulturowych wiele kobiet nie wierzy w swoje umiejętności i w to, że może sobie poradzić z prowadzeniem własnej firmy lub piastowaniem stanowiska kierowniczego. Tymczasem z badań wynika, że kobiety mają cechy, które bardzo dobrze wpisują się w zarządzanie ukierunkowane na jak najlepsze wykorzystanie kapitału ludzkiego w firmie, czyli umiejętności interpersonalne (pracy zespołowej, komunikowania się z innymi, negocjowania w kategoriach wygrana-wygrana), jak i interpersonalne (inteligencję emocjonalną). Decyduje to o osiąganiu sukcesów przez kobiety, cechy te są najbardziej pożądane zwłaszcza gdy piastuje się stanowiska kierownicze najwyższego szczebla.
Jak jest rola polskich kobiet w działaniach na rzecz wspólnej, europejskiej identyfikacji kulturowej oraz w promowaniu europejskiej cywilizacji na świecie?
| Bardzo duża i rosnąca. Choć na kartach historii o zasługach kobiet mówi się mało, są tam tylko mężczyźni, to nie znaczy, że kobiety nie miały wpływu na bieg zdarzeń, na rozwój cywilizacyjny. Dzięki studiom feministycznym dowiadujemy się o słynnych i uzdolnionych kobietach starożytności (w Egipcie Hatszepsut, Nefretete, Kleopatra; w Indiach – matematyczka Lilavati; w Grecji kobiety nauczały arytmetyki, wynalazły liczydło, uprawiały filozofię jak Aspazja z Miletu), o Adzie Byron, która wymyśliła pierwszy kod do komputera i uważana jest za pierwszego programistę. Królowe, cesarzowe czy pisarki i poetki – o tych wiemy nieco więcej z kart podręczników szkolnych, choć też uwypukla się na ogól skandalizujące obyczajnie fragmenty ich życiorysów. Kobiety stanowią połowę każdego społeczeństwa. Ich postrzeganie świata jest różne od męskiego. Nie można lekceważyć połowy ludzkości, nie można marnować zdolności i umiejętności kobiet. Zespoły składające się z kobiet i mężczyzn są najbardziej wydajne, bo pomnażają swój potencjał i uzupełniają spektrum możliwości. Kraje, które w małym stopniu wykorzystują potencjał kobiet rozwijają się gorzej, są w ogonie cywilizacyjnym. Coraz częściej mówi się o „przywódczych apetytach” kobiet, przypisując im nadmierną żądzę władzy czy stanowisk.
Czy taka tendencja faktycznie istnieje?
| Kobiety są potrzebne w zarządzaniu, na stanowiskach decyzyjnych. Z powodu ograniczeń kulturowych kobietom jest trudniej osiągnąć takie stanowiska. Muszą wykazać się dużą determinacją, „przywódczym apetytem”, odwagą i wewnętrzną siłą do pokonywania barier. Mężczyźni, którzy zabiegają o te najwyższe stanowiska też tacy muszą być, ale w ich przypadku wszystko jest w tzw. „zgodzie z naturą”. Nie ma nic złego w dążeniu kobiet do władzy. Dobrze, że są odważne i potrafią się przebić przez gąszcz społecznych i męskich uprzedzeń, bo kobiecy punkt widzenia i ich sposób rozwiązywania problemów jest absolutnie niezbędny w rządzeniu krajem. Potrzeba więcej kobiet w parlamencie i w rządzie, żeby były w stanie zrównoważyć męski punkt widzenia i żeby mogły być słyszane.
Czy według Pani, kobieta zajmująca wysokie stanowisko kierownicze, społeczne czy polityczne jest w stanie zachować te wszystkie cechy, które do tej pory uważano za stricte kobiece? Czy po powrocie do domu jest w stanie przyjąć wymagającą pewnej miękkości i delikatności rolę matki, żony, gospodyni, kochanki? Jak pogodzić oba światy?
| Uważam, że w stwierdzeniu, iż kobieta zajmująca stanowisko kierownicze, sprawująca władzę staje się mniej kobieca, jest dużo mitu. Jeśli popatrzymy na konkretne przykłady takich kobiet, to zauważymy, że niczego nie straciły, raczej ich kobiecość zyskała, bo się umocniła, stała się wartościowa i pożądana. Trudno w to uwierzyć, bowiem przez stulecia było tak, że wartościowe było tylko to, co męskie. W dzisiejszych czasach – erze społeczeństwa informatycznego – liczą coraz bardziej kontekstowe myślenie i intuicja; dążenie do kompromisu i umiejętność pracy grupowej, empatia i umiejętność komunikowania się z innymi. To kobiety częściej myślą holistycznie, mężczyźni sekwencyjnie. To kobiety częściej charakteryzują się empatią i intuicją i umiejętnością współpracy. Nowe technologie wymagają ponadto skrupulatności i dokładności oraz sprawności manualnej. Wszystkie te umiejętności kobiety z pewnością posiadają.
A jeśli chodzi o pogodzenie obu światów… kobiety po prostu to potrafią.
rozmawiała: Joanna Kinga Wędrychowicz
„STWORZYŁEM WIEDŹMINA”
Wywiad z e znanym na całym świecie mistrzem polskiej fantazy Andrzejem Sapkowskim
wywiad dla magazynu WOLNY SEKTOR
wydawca: AHE / zasięg ogólnopolski dzięki przedrukom w innych mediach
Byłam ciekawa człowieka, który stworzył Wiedźmina. Najpierw rozmowa przez telefon. Umawiamy się na wtorek. Drzwi otwiera niewysoki mężczyzna w okularach. Patrzy badawczo. Siadamy przy ławie, włączam dyktafon i nagle przychodzi mi na myśl, że pytania, które przygotowałam, nie pasują. Mam przed sobą pisarza, którego porównują do najlepszych twórców fantasy na świecie.
„Potworny rozedrgany, opętańczy wrzask rozdarł noc, wstrząsnął starymi murami i trwał wznosząc się i opadając , wibrując. Wiedźmin nie mógł dokładnie określić odległości – jego wyczulony słuch mylił – ale wiedział, że strzyga dopadła Ostrita szybko. Za szybko.
/ fragm. Opowiadania z tomu ,,Ostatnie życzenie” /
Skąd wziął się pomysł na napisanie sagi o Wiedźminie?
Pomysł to rzecz stosunkowo późna. Nigdy nie planowałem takiej kariery, ani takiego sposobu na życie. Pracowałem w handlu zagranicznym ok. 20 lat, a był to, jak wiadomo, fach intratny. Przypadek dziwny sprawił, że napisałem opowiadanie. ,,Fantastyka” ogłosiła konkurs i był to pierwszy tego typu konkurs, jaki zauważyłem. Nieźle znałem ten gatunek i już wówczas robiłem tłumaczenia, które się ukazywały. Oczywiście konkurs chciałem wygrać. Nie znałem polskiej fantastyki. Uważałem, że to wciąż jeszcze Lem, to ciągle jeszcze może jest Zajdel. Sadziłem ,że będę jedyny w tej tematyce i zawsze tych jurorów jakoś tam podniecę. Nie pisałem ani dla draki, ani dla przyjemności, ani dlatego ,że muza przeleciała przez izbę, tylko po to, aby wygrać. Pomyłka była na całej linii. Wszyscy napisali fantasy, a ja sadziłem ,że przywożąc książki z zagranicy, będę lepszy. Oprócz Tolkiena ludzie widzieli tylko Ursulę Le Guin i mim iż tłumaczył ja, Barańczak, przekład tytułu był fatalny. Ponieważ byłem jednym z miliona, uważam – nie bójmy się tego powiedzieć – o nagrodzie zadecydowała wartość literacka utworu. Wiem, jak ludzie piszą, widywałem teksty przysyłane do redakcji i wydawnictw. Pisanie tekstów opartych na dialogach nie było popularne. Uważam, że czytelnik lubi, jak bohaterowie ze sobą rozmawiają.
,, A potem świat znowu zaczął istnieć, ale istniał zupełnie inaczej.
– Geralt?
– Mhm?
– I co dalej?
– Nie wiem.
– Ja tez nie. Bo widzisz, ja …Nie jestem pewna, czy warto się było na mnie skazywać.
– Ja nie umiem….Zaczekaj , co robisz…Chciałam ci powiedzieć…
– Yennefer …Yen
– Yen – powtórzyła, ulegając mu zupełnie. Nikt, nigdy mnie tak nie nazywał. Powiedz to jeszcze raz , proszę.
– Yen
– Geralt. ”
/ fragm . dialogu z tomu ,,Ostatnie Zyczenie” A.Sapkowski /
Myśmy się wychowali w czasach gdy ktoś mówił do nas z trybuny. Czytelnik tego nie znosi. Dialog lepiej się czyta i wygląda to wizualnie bardziej przystępnie. Tekst jest wtedy taki postrzelany, to nie jest zwarta ściana małych czarnych literek, które trudno odróżnić na białym tle. Ludzie mało czytają, niektórzy wcale.
Ma Pan aż tak złe zdanie o czytających ludziach?
Nie! Mam straszne zdanie o nie czytających ludziach. Czy wie Pani ,że wielu szanujących się pisarzy uważa ,że od błędów to ma się korektorów. Z korektą bywa różnie, czasem nawet coś dołożą. Natomiast pewne jest, że juror konkursu nałapawszy błędów machnie tekst do kosza. Konkurs wygrałem. Opowiadanie ukazało się w ,,Fantastyce”( grudzień *86 ) i wszystko stało się tak jak to zaplanowałem. Gdzieś ok. maja zacząłem dostawać telegramy pt. żeby np. pojechać na jakiś sabat czarownic lub wziąć udział w konkursie literackim. Byłem zaskoczony. Czego ci ludzie chcą? Nie sadziłem, że będę kontynuował ten temat. Nigdy !
Moje plany kończyły się na wygraniu konkursu. Przyjechał wtedy do mnie Ziemkiewicz
Był to jego i mój , pierwszy wywiad i wciąż powtarzał, że redakcja ,,Fantastyki” jest zainteresowana tzw. ,,dalszym ciągiem pisarza ”. Nikt wtedy nie zakładał ,że będzie z tego jakiś nowy, polski pilot Pirx, absolutnie nie było takiej koncepcji i ta przyszła dopiero później. Dlatego drugie opowiadanie zamieszczone w ,, Fantastyce ” ,w tejże ,,poetyce wiedźmińskiej” się nie mieściło. Nawet nie marzyłem o czymś w kilku tomach. Była określona koniunktura rynkowa. O tym, aby wydać książkę polskiego pisarza, lub choćby tomik opowiadań, było trudno. Okres 1986,87,89 był przełomowy. Państwowe, duże wydawnictwa nie miały pieniędzy. Potem weszła twarda ekonomika.
Czyli zaczął się okres tzw. kolorowych okładek ?
Niekoniecznie. Sporo jednak rzeczy interesujących ta wariacka fala przyniosła i do dziś przynosi. Nasi wydawcy karmią nas ,, literaturą środka” z ciężarem , czy przewagą w stronę literatury dobrej (mówię cały czas o fantastyce). Nie trzeba czekać na nowości 20 lat jak to było z Tolkienem. Teraz to ok. rok do pół roku i mamy je na półce.
Mam w domu stary tom ,,Władcy pierścieni ”, ten w płóciennej , twardej oprawie.
Ja też. Mam nawet wcześniejszy w papierowej okładce z 1963 roku.
Kiedyś takie książki kupowało się w starym antykwariacie na pasażu Schillera.
Kupowało się, gdzie tylko się mogło. Ja przywoziłem, co mogłem z zagranicy. Kupowałem w sklepach z używanymi książkami. Można powiedzieć ,że całkiem nieźle znam się na fantasy. Mam nawet zamiar już niedługo wydać ( na wesoło ) książkę będąca swoistym przewodnikiem po gatunku. Tytuł będzie brzmiał ,, Non fiction”
Geralt jest uosobieniem kobiecych marzeń o mężczyźnie inteligentnym, tajemniczym, pożądanym.
Zrobiłem to specjalnie, nie w związku z czyimiś gustami.
Jak Pan konstruuje taka postać?
Są pewne tajemnice warsztatu. Jedną z recept jest, po prostu trzymam się jak najdalej od stereotypu. Trzeba coś w tych postaciach złamać, lecz nie przesadnie. Nie może to być postać żywa. Ona musi mieć charakter postaci bajkowo – archetypicznej. Trzeba tej postaci zostawić jej kompleks freudowski, czy też jungowski archetyp odtwarzany w legendach W ten sposób można docierać głębiej. Sam pomysł na postać był dużo wcześniejszy, niż wszystkie, nawet pierwsze opowiadanie. Nazwa ,,wiedźmin” jako profesja tak się już utarła ,że weszła jako neologizm do języka polskiego. W wielu językach, czy to indoeuropejskich, germańskich czy gockich, są męskie odpowiedniki słowa ,,wiedźma”. Wiedźmina u nas nie było.

Często w tworzonych przez Pana postaciach wyczuwa się silne napięcie erotyczne. Na przykład pomiędzy postaciami Geralta i Yenny.
„ pochyliła się nad nim, dotknęła go, poczuł na twarzy muśnięcie jej włosów pachnących bzem i agrestem i wiedział nagle, że nigdy .nie zapomni tego zapachu,tego miękkiego dotyku, wiedział, że nigdy… / fragm. z tomu ,, Ostatnie życzenie” A. Sapkowski /
Czy był jakiś pierwowzór postaci Yenny?
Nie, to są postacie absolutnie wymyślone, nie mające żadnych odniesień do świata realnego, tzn. do tego , w którym teraz żyję. To są dwa różne światy i należy to, w ten sposób traktować.
Na oparciu fotela pisarza, za jego plecami leży kocica Punia. Jej leniwie, zmrużone, zielone ślepia nie zdradzą mi żadnej tajemnicy pana. Kotka czochra się i zeskakuje miękko na dywan. Ma kaszelek – mówi pisarz. To stary kot. Patrzy na zwierzątko z czułością, a jego głos łagodnieje. Wracamy do tematu.
Nigdy nie stosuję analogii bezpośrednich do otaczającego mnie świata. Jakieś ukryte analogie tylko mnie irytują. Nie robię tego nigdy. Postacie są skonstruowane tak, aby to one decydowały o fabule lub fabuła o nich. To wszystko ma zagrać. To maleńkie kółka zębate, które mają nakręcić akcję.
Nie wierzę w to, że Pan tak zupełnie oddziela się od swoich marzeń i wyobrażeń o miłości. Według mnie , człowiek mimowolnie daje wyraz temu, co czuje. Przedstawia Pan pewne wzorce moralne. Istnieje przecież ,,kodeks wiedźmina”, o którym rozprawia się w internecie. Ten kodeks jest jednocześnie zawieszony w dawnych przestrzeniach, ale jakże aktualny dziś. Pańscy bohaterowie rozumują i zachowują się jak współcześni – zresztą bardzo błyskotliwi – ludzie (mówię tu o czarodziejach ,wiedźminach, elfach)
Ja nie udaję, że to mają być postacie z historii wzięte, bo wtedy zaczynają się spory, na przykład, jak wyglądały kiedyś karety itp…To jest świat pseudośredniowieczny, nie średniowieczny i taki właśnie ma być. Jedyne, co o tych czasach wiem , to jak żyli i mówili wtedy mnisi. Fantasy zakłada niejako sposób rozumowania dzisiejszego i stosuje zabieg eufemeryzacji, ale w sposób lekko oszukany. Wracając do przedstawionych przeze mnie norm moralnych, to proszę to odnotować. To wcale, a wcale nie oznacza, że to są normy jakich ja przestrzegam. Broń Boże! To zabieg fabularny, określony sposób na stworzenie bohatera pozytywnego.
Zapytam więc inaczej. Czego według Pana powinna uczyć literatura? Powinna uczyć rodzimego języka i miejsca tego języka wśród języków innych. Powinna uczyć kultury własnego narodu, w taki sposób żeby łatwiej można było zrozumieć inne. Uczyć pewnego dziedzictwa, ale po to, aby dziedzictwa innych kultur stały się nam bliższe i bardziej zrozumiałe. Książki nie mówią, jacy są ich autorzy, mówią, jacy są ich bohaterowie, bo w przeciwnym razie stałyby się traktatami moralnymi o życiu. Nie chcę, aby utożsamiano mnie z ,,czymś tam”, bo jest to nieprawda.
Powiem Panu szczerze . Ja tak naprawdę, to wolałabym pisarza nigdy nie widzieć, tylko zawsze go czytać.
Tak. Rozumiem.
Czytelnik nie chce wiedzieć jak pisarz wygląda. Lepiej sądzić , że gdzieś tam istnieje taka twórcza świadomość, która kreuje nowe światy i nie mieć poczucia, że nasza ręka odwraca kartki książki.
Znam to. Wie Pani, wielu ludzi często pyta mnie, czy trenuję walkę na miecze oraz o kobiety w moim życiu. Są ludzie, którzy nie umieją napisać nawet kartki z wakacji. Są jednak tacy, którzy nie piszą bo uważają, że nie przeżyli nic ciekawego. Żadnej katastrofy, nie kochali, nie cierpieli, więc o czym tu pisać. Ja mówię im .A WYMYŚL COŚ ! NAPISZ !
Pisarz się śmieje. Jest teraz rozluźniony. Rozmawiamy o książkach, głównie z dziedziny fantastyki. Padają nazwiska, tytuły. W pewnym momencie pisarz zaprasza mnie do pokoju, w którym stoi, już nie klasyczna maszyna do pisania, lecz komputer. Na półkach obce wydania znanych mi książek. Sapkowski zna kilka języków. Zazdroszczę mu, że może czytać oryginały. Rozmawiamy o stworzonej przez niego ,,elfiej starszej mowie” ,o znanych seriach s.f .,,Kroki w nieznane”, ,, Stało się jutro ” itp… Pytam autora, czy nie chciałby napisać opowiadania, którego akcja działaby się w przyszłości.
Może spróbuję. Nasze wizje przyszłości to swego rodzaju próba zestawienia tego, co już wiemy, na różne efektowne sposoby. To niejasne przewidywania naukowych odkryć, czy też kontynuacji obecnie zachodzących procesów społecznych i kulturowych.
Wywiad trwa już bardzo długo. Żal mi wychodzić, choć wiem, że już powinnam. Mam jeszcze tyle pytań np. Dlaczego Yenna stworzyła mała, czarną, zmokniętą pustułkę? Powiedział o sobie cyt. ,,Jestem erudytą i nie wstydzę się tego powiedzieć.” Uwielbia … siebie i swoją kotkę Punię, jest zwykły i niezwykły.
,,Za plecami czarodziejki otwierały się następne drzwi. Jedne po drugich. Nieskończenie wiele. W mroku niejasno rysowały się czarne kształty kolumn. A może posągów…Ja śnię, pomyślała Ciri, sama w to nie wierząc. Ja śnię. To nie jest żadna droga, to jest światło, smuga światła.
– Po tym nie można iść…
– Chodź.
–Usłuchała.
/ fragm. z tomu ,,Czas pogardy” A. Sapkowski /
rozmawiała JOANNA WĘDRYCHOWICZ




